Emocje, komunikacja, intencje

Emocje, komunikacja, intencje

Komunikacja to słowo klucz. Jak rozmawiać by dziecko czuło się ważne? By czuło się kochane i szanowane? By uwierzyło , że w to co mówimy można nam wierzyć i ufać?

Zdarzyło ci się kiedyś coś odpowiedzieć dziecku na zasadzie, „tak, tak potem tu wrócimy i to kupimy” albo „wszystko będzie dobrze”, „ to nie będzie bolało”, „potem zagramy”…………

Myślę, że każdy rodzic wypowiedział coś podobnego bez złych INTENCJI. Właśnie w życiu ważne są intencje a przecież każdy kto kocha nie chce ranić. Czasem mówimy coś żeby tu i teraz uśmierzyć ból, zabić smuteczek.

Jednak rzucone zdania, słowa, które nie mają pokrycia powodują, że dziecko przestaje nam wierzyć i budzi się w nim lęk, brak zaufania i to do osób, którym powinien w pełni ufać i mieć wsparcie.

Potem się dziwimy, że coś mówimy a dziecko już nie wierzy, nie cieszy się na popołudniowy spacer, zabawę, przygodę. Nie wierzy gdy powiemy , że RTG nie boli bo przecież przed wizytą u dentysty też mama mówiła, że nie będzie bolało. Z czasem samo zaczyna mówić to co chcemy usłyszeć dla “świętego spokoju”.

Sami wpędzamy się w tę sytuację a tym czasem warto poświęcić chwilę by wyjaśnić, opisać co się będzie działo i nawet jak będzie bolało to my będziemy obok. Wtedy zawsze możemy się odwołać do sytuacji gdy nawet trudna prawda okazała się „zapowiedzianą prawdą” więc dlaczego innym razem dziecko miałoby nam nie uwierzyć?

Gdy dziecko przegrało mecz, nie wygrało konkursu czy pokłóciło się z przyjacielem to jest dla niego tragedia i czuje się fatalnie, odczuwa złość, smutek, żal. Gdy powiemy sławne ”nie martw się, nic się nie stało” to tylko pokażemy , że zupełnie nie rozumiemy tego co ono czuje. Warto powiedzieć „kochanie, widzę, że ci bardzo smutno, rozumiem jak ci musi być przykro, że nie wygrałeś meczu a tyle trenowałeś” i poczekać na reakcję dziecka. Z reguły przytakuje, dopowiada, wyrzuca z siebie smutek i się uspokaja w ramionach kogoś kto je rozumie. Warto też spytać jak się uspokoi co mogliby jako drużyna zrobić inaczej i spisać wszystkie pomysły.

Zawsze i wszędzie polecam „zeszyt dylematów”, o którym już nie raz pisałam. To zwykły zeszyt przeznaczony do zadań specjalnych. Właśnie on ratuje nas w trudnych sprawach i to także z nastolatkami . Spisujemy daną sytuację do rozwiązania (unikam słowa problem), i wszystkie propozycje rozwiązań nawet absurdalnych, każdy daje swoje propozycje a potem każdy może zmazać to czego zupełnie nie akceptuje. Dochodzimy do porozumienia i podpisujemy 🙂 Jak dotąd działa a dodam, że mam 7latka i 12 latka.

W tym zeszycie (a jak nie mam przy sobie to robię zdjęcie) zapisuję też nagłe potrzeby dziecka gdy jesteśmy w sklepie. Np. nr klocków, opis maskotki, gry itp. i wymyślamy na jaką okazję mogłoby to otrzymać. Dziecko wtedy wymyśla samo, że na urodziny, że napisze list do Mikołaja, jako nagrodę za jakieś ustalone zadania itp. Nie ma wrzasków, płaczu bo poczuło się wysłuchane a jego potrzeba ważna choć odroczona w czasie. najważniejsze jednak aby kiedyś faktycznie wręczyć coś z tej listy zgodnie z rozmową. To ułatwia całej rodzinie dobór prezentów na różne okazje. Podaję przykład naszej rozmowy:
-widzę , że ci się bardzo podobają te klocki? (w duchu sobie myślę, że w domu ma już 1000)

-tak

-poczekaj wyciągnę zeszyt (lub telefon) i zapiszę numer , podyktuj mi proszę

-744……

-dobrze, że je wypatrzyłeś, dziś ich nie kupimy bo nie zaplanowaliśmy takiego zakupu lecz zapiszmy na jaką okazję chciałbyś je dostać?

-urodziny, dzień dziecka……….

-ok, jeszcze sobie dopiszę, że to zestaw z samolotem zgadza się?

-Tak 🙂

I wtedy zwykle idziemy dalej:)

Kiedyś w sklepie jedna pani mnie śledziła i po wysłuchaniu takiej rozmowy z moim młodszym synem podeszła w kasie i powiedziała „to genialne a ja zawsze z awanturą i płaczem wychodzę ze sklepu z mym synkiem”. Cóż to naprawdę działa. Warto przykucnąć i poświecić parę minut na spisanie tej „nagłej potrzeby” by pominąć etap krzyku i płaczu i ogólnie niezbyt przyjemnej sytuacji połączonej z czerwienieniem, potem, łzami i nerwami, bo w końcu wszyscy wokoło patrzą i oceniają;)

Zasada prosta: mówimy otwarcie co sami czujemy, słuchamy naszych pociech i akceptujemy ich uczucia i pozwalamy dziecku przy naszym wsparciu znaleźć rozwiązanie. To my-rodzice, opiekunowie jesteśmy trenerami życia dla naszych dzieci.

Książeczka „Przygody Wielkiego Różowego Hipcia” uczy także dorosłych akceptacji i reakcji na trudne emocje dziecka 🙂 Znasz już? jeśli nie to kliknij poniżej:)

https://hipcio.miliardclub.org

Jeśli chcesz podziel się swoimi sposobami na “sklepowe” trudne sytuacje z dzieckiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Pole z * są wymagane